• Biegamy i zachęcamy do biegania innych

  • Gliwice biegają!

  • Gliwicka Parkowa Prowokacja Biegowa

  • Amatorski Klub Miłośników Biegania Pędziwiatr Gliwice

Copyright 2018 - AKMB Pędziwiatr Gliwice

Przeglądając ostatnio stronę maratony polskie i kalendarz biegów zauważyłem, że z powodu wzrostu liczby biegaczy, organizatorzy niektórych cyklicznych biegów coraz częściej wprowadzają limity. I nie chodzi tu o wielkie biegi zagraniczne, jak maraton w Paryżu, Nowym Jorku, czy Berlinie, ale nasze, polskie, i to nie tylko maratony. Mimo, że opłaty są bardzo wysokie, to i tak czasami nawet musi być losowanie, tak jak np. w kopalni Bochnia. O ile Bochnię można zrozumieć (kopalnia może nie pomieścić mnóstwa biegaczy), to zastanawiam się, z czego te limity wynikają. Startowałem w zeszłym roku w maleńkiej mieścinie - w Rakoniewicach. Pewnie wielu z was nawet nie wie, gdzie to jest. Podpowiem: niedaleko Poznania ; ja tam trafiłem dzięki temu, że mój syn Bartosz, który oprócz tego że jest naszym klubowym biegaczem, jest zawodowym strażakiem i startował tam w mistrzostwach strażaków. Zapisy trwały tylko 15 godzin i limit został osiągnięty. Później jeszcze na stronie tego biegu biegacze deklarowali odkupienie pakietu startowego. Do czego to dochodzi? Rozumiem, że biegamy szybko do mety, ale żeby do zapisów? Podobnie jest z medalami: często, gdy nie ma limitu uczestników, to mamy limit medali, ewentualnie z możliwością dosłania pocztą po biegu. Ale jaką wartość ma medal przysłany z tydzień lub miesiąc później? Czy zawodnik mający 70 lat lub więcej jest w stanie pobiec szybciej niż 20-latek? Po medal już nie zdąży, a czy mniej włożył siły, energii niż czołówka? Przypuszczam że nie jednokrotnie więcej, a właśnie tacy amatorzy walczący ze swoimi słabościami najbardziej doceniają medal zawieszony na szyi za linią mety. Bardzo lubię oglądać zawodników z tej słabszej połówki, szczególnie w maratonie: jak bardzo cieszą się po przekroczeniu linii mety. Jako spiker naszej Parkowej Prowokacji staram się dopingować wszystkich uczestników i bardzo się cieszę jak widzę Wasze szczęśliwe, uśmiechnięte buzie i radość na mecie - właśnie to jest dla nas organizatorów największa satysfakcja. Myślę że na Parkowej Prowokacji nie wprowadzimy nigdy limitów i nie trzeba się będzie spieszyć do zapisów. Osobiście bardzo lubię startować w biegach kameralnych, gdzie nie trzeba być już w blokach startowych na 30 minut przed startem, a po biegu stać w kilkusetmetrowych kolejkach. Na koniec cytat z maratonów polskich „Zwycięzcą na mecie nie jest ten pierwszy, tylko ten, który jest na niej najbardziej szczęśliwy” - czego Wam, biegaczom, bardzo szczerze życzę.

Pozdrawiam,

Andrzej Pacuła - prezes AKMB Pędziwiatr Gliwice

Biegając kilka dni temu w znanym z Parkowej Prowokacji parku, mijałem wielu biegaczy oraz kijkarzy, w mniejszym lub większym tempie, a każdy w swoim świecie, ja również. Zazwyczaj, tak jak turyści w górach tak i biegacze, mijając się wzajemnie wymieniają pozdrowienia czasem podnosząc rękę czasem uśmiech i króciutkie cześć. Miły gest - wszak tworzymy wspólną rodzinę biegaczy. Ale czasami jest inaczej - dużo nie brakowało, a mijając się z pewnym biegaczem mało, abyśmy się zderzyli - jak to możliwe na tak szerokich alejkach? Otóż biegacz ten tak się skupił na komórce, może i programie endomondo tak ostatnio popularnym i mając jeszcze założone słuchawki w ogóle mnie ani nie widział ani nie słyszał. Dobrze, że ja nie miałem takiego światowego wyposażenia i udało nam się uniknąć kolizji. Od tego momentu zacząłem zwracać uwagę na mijających mnie biegaczy i biegaczki tak na oko ok. 80% biega w słuchawkach w swoim świecie - może muzyki, a może jakiegoś osobistego trenera. Doszło do tego, że urządzenie mówi "teraz oddychaj"

Kochani, do czego to nas doprowadzi? Będziemy robotami uzależnionymi nie od pięknej przyrody, śpiewających ptaków, czy szumu drzew, ale od wszelakich programów lub muzyki, często tej mocnej. Biegam od 17 lat i nigdy nie zabrałem na żaden bieg nawet telefonu; może sprzęt ten potrzebny w górach dla bezpieczeństwa ale w parku, gdzie mijamy tylu spacerowiczów? Odnosi się to również do tzw. garminów i innych prawie telewizorów. Zamiast skupić się na własnym organizmie to dajemy się zwodzić dzisiejszym gadżetom: słyszałem, jak pewien biegacz bardzo zdenerwowany narzekał, że mu program wykasowało i nie wie, ile dzisiaj przebiegł; pewnie nawet nie będzie mógł wrzucić trasy na kompa i pokazać kolegom, jaki był dzisiaj mocny. Nie jestem zagorzałym przeciwnikiem tych nowości, biegam ze stoperem za jakieś 50 zł z decathlonu i starczy, a swoje najlepsze czasy w większości uzyskałem na tzw. luzie - czego i wam, kochana braci biegowa, życzę. Więcej sarenek, wiewiórek, czasem i dzików, niż tych współczesnych zabawek.

Cieszcie się bieganiem i czasem uśmiechnijcie do tak samo zakręconych.

Pozdrawiam Andrzej Pacuła - prezes AKMB Pędziwiatr Gliwice

Oto my

Nasze starty